Szczery wywiad z Robertem Koniecznym

 Robert Konieczny. Zdjęcie: Wojciech Trzcionka

Zdjęcie: Wojciech Trzcionka


Z Robertem Koniecznym spotkaliśmy się w Centrum Dialogu Przełomy, które jest jednym z najnowszych zrealizowanych obiektów KWK Promes. Muzeum opowiada ważną dla Polski i Szczecina historię. Jest to również świetne i przyjemne miejsce do rozmowy. Poruszyliśmy wiele ciekawych kwestii i aktualnych problemów. Było poważnie, było inspirująco, a momentami również z humorem. Zachęcamy do lektury.

Tomasz Melnicki, Archinea: Architektura w końcu trafia do szerszego grona odbiorców – Dwójka kończy emisję pierwszej serii „Domów Przyszłości”, nowego programu pokazującego najciekawsze domy jednorodzinne w Polsce. W pierwszym odcinku zaprezentowany został Living-Garden House w Izbicy, w jednym z kolejnych widzom pokazana została Arka. Program wzbudził wiele entuzjazmu, nie tylko wśród architektów. Jak Pan zareagował na wiadomość o nowym programie? Jakie są Pana wrażenia z kręcenia poszczególnych odcinków?

Robert Konieczny, KWK Promes: Uważam, że programy o architekturze powinny się pojawiać i trafiać do szerokiej grupy odbiorców. Inaczej, możemy mieć pretensje do siebie, jeśli zamykamy się we własnym gronie architektów i rozmawiamy sami ze sobą. Bardzo dobrze, że takie programy zaczynają się pojawiać. Trzymajmy kciuki, aby pojawiały się kolejne serie.

Samo nagrywanie programu było natomiast ciężkie. [śmiech]. W małym domu duża ekipa produkcyjna – ponad 20 osób. To było przeżycie. Dodatkowo niesprzyjająca pogoda, za oknem mgła, w związku z czym, o świetnych widokach i górach za oknem mogłem jedynie opowiadać. Poznałem bardzo fajnych ludzi. Na pewno było warto. Warto namawiać swoich inwestorów, jeżeli telewizja będzie zainteresowana. Program pokazuje, że można żyć inaczej.

Dzięki programowi, poszerzamy horyzonty ludzi, którzy dopiero szykują się do budowy. Architektura może się zmienić na plus.


Arka Koniecznego. Projekt: KWK Promes Robert Konieczny. Zdjęcie: Olo Studio

Arka Koniecznego w Brennej – Dom Własny Roberta Koniecznego. Zdjęcie: Olo Studio




Living-Garden House w Izbicy. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes. Zdjęcie: Jakub Certowicz

Living-Garden House w Izbicy. Zdjęcie: Jakub Certowicz


W związku z emisją programu, chciałbym zapytać również o promocję architektury. Według mnie, jest Pan świetnym przykładem dla architektów, jak z ciekawymi projektami dotrzeć do ludzi, zainteresować ich dobrym pomysłem. Jak Pana zdaniem przekonać ludzi do współczesnej architektury? Czy nie ma Pan wrażenia, że architekci za rzadko pojawiają się w mediach?

Po nagrodzie za Dom Roku w 2006 roku, media bardzo mocno zainteresowały się moją osobą oraz biurem KWK Promes. Telefony się urywały. Rewelacja. Im większe zainteresowanie, tym większa świadomość, że biuro istnieje. Pojawiały się ciekawe tematy i zlecenia. Wcześniej tego nie doświadczaliśmy.

Ja nie odmawiałem zaproszeń mediom. Chętnie umawiałem się na spotkania i wywiady w telewizji. Zauważyłem, że o architekturze zaczyna się mówić, nie tylko o naszej pracowni, ale ogólnie o architekturze nowoczesnej.

Gazety na Śląsku o architekturze pisały prawie codziennie. Świetną pracę wykonał Tomek Malkowski, który kapitalnie pisał dzień w dzień.

Jednocześnie, zetknąłem się z bardzo dużym oporem ze strony środowiska  w kierunku mojej osoby, dzisiaj mówi się na to popularnie „hejtem”. „Konieczny jest medialny” – to zaczęło ludzi drażnić.

Powiem szczerze, że byłem już na tyle tym zmęczony, że się wycofałem. Z wielu propozycji zacząłem rezygnować. Teraz stwierdziłem, że był to błąd. Wie Pan dlaczego?

Dlaczego?

Dlatego, że niektóre osoby, które mnie krytykowały, nagle same zaczęły pojawiać się mediach i problem zniknął. Wtedy stwierdziłem, że wynikało to chyba z dosyć niskich pobudek.

Przestałem odmawiać. W pewnym sensie  dla architektury i dla mnie samego, wychodzi to na plus.

Mój prywatny pogląd: to nie architekci nie chcą, tylko media tego nie chcą. Nasze zadanie polega na pokazaniu, że architektura nie jest nudnym tematem, tylko może być tematem pasjonującym. Jeżeli pokażemy, że tak jest, to media w naturalny sposób zaczną się tym interesować.

Bezdyskusyjny jest jeden fakt – powinniśmy to robić. Jeżeli nie będziemy lobbować, mówić o architekturze normalnym ludziom, politykom,  to zawsze będziemy z tyłu. Nie będzie zrozumienia, nie będzie sensownych stawek za projekty. Będziemy wyalienowanym środowiskiem.

100% zgody.

Nie ma innej opcji. Trzeba działać. Tak to powinno wyglądać.


Dom Aatrialny. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes. Zdjęcie:Olo Rutkowski, Juliusz Sokolowski

Dom Aatrialny, Dolny Śląsk.
Najlepszy dom na świecie 2006 roku – World Architecture News
Zdjęcie: Olo Rutkowski, Juliusz Sokolowski


Jesteśmy w  Centrum Dialogu Przełomy, tuż obok – Filharmonia Szczecińska – najlepszy obiekt Europy. „Przełomy” dostały się do finału prestiżowej nagrody European Prize for Urban Public Space 2016. Nagroda przyznawana jest dla najlepszych europejskich przestrzeni publicznych.  Jest to jedyna realizacja z Polski, nominowanych było 12. Najlepszą przestrzeń w Europie jury konkursu ogłosi 4 lipca. Jaka wyglądała reakcja w biurze?

Radość. Super wiadomość, bo jednak to jest bardzo prestiżowy i ważny konkurs. Wcześniejsze nagrodzone realizacje o tym świadczą.

Cieszymy  się też, bo przy okazji w Polsce wygraliśmy z tak mocnymi konkurentami, jak Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach pracowni JEMS Architekci. Cenimy MCK – każdy z nas chciałby, żeby ten projekt był w portfolio KWK Promes.

Jedziemy 4 lipca do Barcelony. Zostaliśmy tam zaproszeni i być może będzie coś więcej niż finał. Ale i tak już jest super. Wszystkie prace finałowe będą pokazywane i prezentowane na świecie.

A przy okazji trafiła się też Sybilla – największe Wydarzenie Muzealne Roku 2015, gdzie Muzeum Narodowe w Szczecinie otrzymało Wyróżnienie za budowę Centrum Dialogu Przełomy. Główną Nagrodę zdobyło Muzeum Śląskie w Katowicach, które również bardzo lubimy.


Centrum Dialogu Przełomy, Szczecin. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes. Zdjęcie: Jakub Certowicz

Centrum Dialogu Przełomy, Szczecin. Zdjęcie: Jakub Certowicz

Centrum Dialogu Przełomy, Szczecin. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes. Zdjęcie: Juliusz Sokołowski

Centrum Dialogu Przełomy, Szczecin. Zdjęcie: Juliusz Sokołowski

Centrum Dialogu Przełomy, Szczecin. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes. Zdjęcie: Magdalena Kotelon

Centrum Dialogu Przełomy, Szczecin. Zdjęcie: Magdalena Kotelon

Centrum Dialogu Przełomy, Szczecin. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes. Zdjęcie: Jakub Certowicz

Centrum Dialogu Przełomy, Szczecin. Zdjęcie: Jakub Certowicz

Centrum Dialogu Przełomy, Szczecin. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes. Zdjęcie: Juliusz Sokołowski

Centrum Dialogu Przełomy, Szczecin. Zdjęcie: Juliusz Sokołowski


Jak Pan ocenia Przełomy kilka miesięcy po otwarciu? Wiemy, że budżet był zmniejszany, walczył Pan twardo o ciekawą ekspozycję. Czy jest coś, czego Pan żałuje? Czy obiekt zrealizowany został w 100% zgodnie z Pańskimi oczekiwaniami?

Zawsze bardzo krytycznie podchodzę do tego, co robię. Wiele elementów w projektach, które zrobiłem, zmieniłbym już dzisiaj. Rzadko kiedy uważam, że coś jest na tyle dobre, aby to zostawić. Oczywiście to nie ma sensu, ale czasem tak o tym myślę.

Podobnie patrzę na Przełomy. Są takie elementy, o których jednak nie powiem [śmiech]. Na pewno niektóre rzeczy bym dopracował. Mimo tego, że Przełomy są odbierane jako obiekt dobrze wykonany.

Znając całą historię realizacji oraz ścinania finansów – przy prywatnej inwestycji, nie pozwoliłbym na niektóre działania, na które tutaj nie miałem wpływu. Nie byłem w stanie nic zrobić. Bywały etapy, w których pracownia przez rok walczyła o pewne rozwiązania. I przegrywaliśmy. Prawo nie pozwalało.

Dużo pracy jednak jeszcze jest przed nami, to mnie bardzo niepokoi. Zarówno my – architekci, artyści, jak również kierownictwo, powinniśmy się spotkać i porozmawiać o wizji na przyszłość. Historia musi być opowiadana w spójny i pasjonujący sposób.

Dobrym przykładem jest Filharmonia, gdzie wszyscy podążają w jednym kierunku. Cała ekipa – szefowa, pracownicy, nawet obsługa kawiarni – wspólnie dyskutują na temat przyszłych działań.  Widać efekty.

Chciałbym, abyśmy podobnie działali w Centrum Dialogu Przełomy. Porozumienie. My, architekci, chcemy dobrze, chcemy konsultacji dla wspólnego dobra. Ja tego nie mogę odpuścić. Ja nie chcę za to żadnych pieniędzy, chcę tylko, żeby to szło w dobrym kierunku.

Mam nadzieję, że tak będzie.

Kontynuując temat „Przełomów”,  jak reaguje na negatywne głosy części mieszkańców Szczecina? „Betonowy plac”, „brak zieleni” i inne podobne hasła od czasu do czasu pojawiają się w mediach. Czy potrzeba więcej czasu na to, aby ludzie zrozumieli niektóre projekty? Pamiętamy, że również podobne negatywne opinie pojawiały się w ocenach budynku Filharmonii, która również była porównywana do „blaszaków”. Wydaję mi się, że część tych opinii zniknęła jednak po nagrodzie dla najlepszego budynku w Europie, co też chyba zmusiło część mieszkańców do głębszych refleksji.

Ja mogę w pewnym sensie tylko przytaknąć. Ludzie potrzebują czasu, żeby się oswoić i docenić zalety danego miejsca. Zieleni też nie brakuje – już wokół i na placu widać rosnące drzewa. Noc Muzeów pokazuje, jakie świetne miejsce to jest i ile stwarza możliwości. Ci, którzy doceniają – dziękujemy, a ci którzy jeszcze nie – wierzę, że potrzeba czasu na to, żeby tą przestrzeń docenić i przekonać, ile daje możliwości wykorzystania.

Czy nie irytują Pana niektóre zakazy wokół obiektu. Jest budynek, który równocześnie pełni rolę miejskiego placu, a jednak pojawiły się pomysły zakazy jazdy na deskorolkach, czy nawet rowerze. Jednym z zamierzeń projektu było, aby budynek jednak żył, w każdy możliwy sposób, pełnił funkcję ciekawie ukształtowanego placu.

Mnie od zawsze zależało na tym, aby plac żył – łączył ludzi, a nie dzielił. Podobnie myślałem o ekspozycji – aby opowiedzieć historię w wyważony sposób.

CDP to jest miejsce spotkań kombatantów, którzy walczyli o to, co dziś mamy. Ale jest to także miejsce spotkań dzieci, młodzieży, turystów – nikogo stąd nie można wyrzucać. Jak sama nazwa wskazuje – Centrum Dialogu – to powinno być miejsce otwarte dla wszystkich.

Budynek ma służyć ludziom. Dyrekcja i policja nie ma z tym problemu. Jednak pojawił się wymóg związany z ubezpieczeniem. Muzeum nie może ponosić odpowiedzialności za ewentualne wypadki odniesione na dachu budynku.

Zakaz należy traktować jako zakaz rzeczy ekstremalnych, zakaz niszczenia. Zdrowego rozsądku nie zastąpi nic. Również zwykli mieszkańcy powinni dbać o wspólne dobro. Do tego też ich namawiam.

Pomijając wspomniane zdecydowanie udane obiekty, Szczecin ma również wiele innych ciekawych miejsc. Muszę spytać jako szczecinianin – jak Pan ocenia dziś Szczecin? Jest wiele różnych głosów – dużo osób, w tym również samych mieszkańców, lubi narzekać na swoje najbliższe otoczenie. Jaki Pana zdaniem jest Szczecin?

Ja bardzo lubię to miasto. Szczecin ma klimat, który mi odpowiada. Lubię starą tkankę miejską i starą zabudowę, lubię również wjazd od strony Trasy Zamkowej w rejon Filharmonii oraz Przełomów. Może ta droga w jakiś sposób zniszczyła miasto – ale jest też magiczna. Przejazd zapiera dech w piersiach.

Lubię również lokalne knajpy. Lubię posiedzieć w kawiarni Filharmonii, bardzo fajne miejsce. Jak ruszy kawiarnia w Centrum Dialogu, to pewnie również tutaj będę przesiadywał, zwłaszcza, że jak widać, również jest przyjemnie.

Kiedyś miałem okazję zwiedzać pieszo Szczecin z Hubertem Trammerem – ronda, aleje, przejścia. Fajne miasto po prostu.

Widać również, że w Szczecinie jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Miasto może pójść w super kierunku.

Przenieśmy się do Katowic lub też w okolice Katowic. Arka w Brennej w gronie finalistów Nagrody Architektonicznej Polityki 2015. Grand Prix zdobyło Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach zrealizowane na podstawie projektu pracowni JEMS Architekci. Arka zdobyła również Wyróżnienie w konkursie Nagroda Roku SARP 2015. Towarzyszy temu wiele polskich i zagranicznych publikacji. Poprzednie realizacje KWK Promes również wywoływały duży odzew. Tym razem – Dom Własny, a co za tym idzie, trochę eksperymentalnych rozwiązań, o których Pan wspominał w innych wywiadach. Nagrody cieszą bardziej niż pozostałe?

Cieszą równie mocno, jak przy innych projektach. Czasami jednak, powiem szczerze, mnie krępują. Jest mi trochę trudniej, niż przy innych projektach. Łatwiej chwalić się projektami dla klientów, niż własnym domem.

Po to też jednak się to robi, aby pokazać ludziom. Pokazywanie własnego domu jest miłe, ale też trochę deprymuje. Ja nigdy nie lubiłem chwalić się tym co mam, co udało mi się zdobyć. Tego musiałem się nauczyć dopiero w pracy zawodowej.


 

Arka Koniecznego w Brennej - Dom Własny Roberta Koniecznego (budowa). Zdjęcie: Wojciech Trzcionka

Arka Koniecznego w Brennej – Dom Własny Roberta Koniecznego (budowa). Zdjęcie: Wojciech Trzcionka

Arka Koniecznego w Brennej - Dom Własny Roberta Koniecznego (budowa). Zdjęcie: Wojciech Trzcionka

Arka Koniecznego w Brennej – Dom Własny Roberta Koniecznego (budowa). Zdjęcie: Wojciech Trzcionka


Nad czym obecnie pracuje Zespół KWK Promes? W mediach pojawiają się ostatnio informacje na temat dwóch nowych projektów. Tym razem są to budynki wielorodzinne. Unikato, czyli intrygująca ciemna kostka oraz Baildomb, projekt będący chyba w pewnym stopniu kontynuacją niezrealizowanej MultiVILLI. Czy mógłby Pan przedstawić w kilku słowach ideę obu projektów? Co łączy oba budynki? Co je różni?

MultiVILLA częściowo opierała się na idei MVRDV. My ją trochę rozwinęliśmy, czerpiąc z willi podmiejskiej, czym wtedy się głównie zajmowaliśmy. Wprowadziliśmy bardziej luksusowe wille, a z racji braku miejsca – spiętrzyliśmy je w mieście. Ciekawy projekt, ale nie dla Katowic. Skończył się boom budowlany, inwestycja nie dostała finansowania i projekt padł.


multiVILLA, Katowice. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes

multiVILLA, Katowice. Projekt: 2008-2009


Na szczęście inwestor jest fanem architektury, a także prawdopodobnie KWK Promes. Chciał zrobić „coś” innego. Budżet był jednak bardzo mały. Mówiąc w pewnym uproszczeniu  – mogliśmy pozwolić sobie tylko na tynk, styropian, plastikowe okna. Nic więcej.

Jak zrobić „coś” z niczego?

Przedwojenna kamienica na jednej z sąsiednich działek przyniosła pomysł na budynek. Prosty detal – okno z balkonem. Ponieważ nie mogliśmy sobie pozwolić na efektowne, wysokie okna, powstał układ okien różnej wielkości – niskich z parapetem oraz wyjść balkonowych. Zasada jest prosta: doklejone, pełne balkony godzą różną wielkość otworów. To jest cały pomysł na ten budynek. Konsekwentnie utrzymany.

Dlatego lubię ten budynek. „Coś” z niczego.


Budynek wielorodzinny Unikato, Katowice. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes

Budynek wielorodzinny Unikato, Katowice.


Przy Baildomb inwestor chciał budynek mieszkalny na wysokim poziomie, dla ludzi bardziej zamożnych. Obiekt zlokalizowany poza miastem, ale jednak w mieście. Z pięknym widokiem -przy parku. Na tę lokalizację wykonanych zostało już kilka projektów dla różnych deweloperów. Nasz inwestor kupił działkę i zgłosił się do nas.

Wszystkie wcześniejsze projekty zostały opracowane z bardzo deweloperskim, klasycznym podejściem – na niewielkiej działce usytuowano kilka bloków, żeby ludziom wydawało się, że mieszkają indywidualnie. W efekcie daje to widok okna sąsiada, czyli brak intymności, brak ciekawych widoków i brak światła.

Dla nas priorytetem było zapewnienie mieszkańcom świetnego widoku na park – z każdego mieszkania. Efekt? Kiedy wchodzimy do wewnątrz – patrzymy w świat.

Budynek miał również łączyć zróżnicowane typy mieszkań – wygodne apartamenty, „domy” w parterze z ogródkami, a także wille na dachu – czyli kontynuacja koncepcji Multivilli.


 Budynek mieszkalny Baildomb, Katowice. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes

Budynek wielorodzinny Baildomb, Katowice.


Projekt dla nas biznesowo był słabszym przedsięwzięciem. Chcieliśmy natomiast pokazać, że projektujemy wszystko. Tak jak muzeum Centrum Dialogu Przełomy w Szczecinie, tak również możemy zaprojektować ciekawy budynek wielorodzinny.

Musieliśmy zejść z ceną do standardu krajowego. Projekt jest skomplikowany, budowa ruszyła, skończyliśmy właśnie rysunki wykonawcze.

Ciężko mi oceniać dzisiaj te budynki. Przy obu projektach nie mieliśmy komfortu pracy, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. To była praca z nietypowym, ale jednak deweloperem przyzwyczajonym do polskich realiów. Nie mieliśmy komfortu, jakiego potrzebujemy. Ale to się zmieni, kiedy budynki będą zrealizowane w odpowiedniej jakości. A wszystko na to wskazuje, bo inwestorom bardzo zależy. Wtedy kolejne projekty będą wykonywane na naszych warunkach.

Kontynuując temat architektury mieszkaniowej. Jak ocenia Pan jakość architektury mieszkaniowej  w Polsce – często jednak metry kwadratowe i PUM wygrywają z estetyką, a przede wszystkim z jakością samej przestrzeni  życiowej przyszłych mieszkańców. Jak przekonać deweloperów do inwestowania w jakość?

Projektując wspomniane budynki Unikato oraz Baildomb, długo zastanawialiśmy się, co nowego i ciekawego pojawiło się w architekturze mieszkaniowej od czasów Jednostki Marsylskiej. Jedyna rzecz według nas, to projekt mieszkaniówki MVRDV – budynek SILODAM w Amsterdamie, gdzie architekci zróżnicowali strukturę. Mocny przełom, mocny krok w architekturze mieszkaniowej. Od tego czasu, moim skromnym zdaniem, nie zdarzyło się nic równie ciekawego i spektakularnego.

Wszystko dzisiaj jest zabawą głównie formą – nie było takiego mocnego akcentu od czasu projektu holenderskiej pracowni.

Abstrahując od formy i estetyki, lubię w architekturze projekty, które wnoszą coś nowego. To jest pasjonujące – architektura jednym uderzeniem może pójść do przodu. Nie wierzę w to, że są architekci, którzy nie chcieliby odkrywać takich rzeczy. Cała sztuka polega na tym, żeby na to wpaść.

Kiedy podchodziliśmy do naszych tematów, analizowaliśmy to, co zostało już zrobione.

Chciałbym mieć również większy komfort pracy przy kolejnych tematach, aby przez 3-4 miesiące dyskutować i bawić się tą architekturą – szukać ciekawych rozwiązań.

Jak przekonać deweloperów do fajnych mieszkaniówek? Wydaje mi się, że w momencie, w którym w Polsce pojawią się ciekawe realizacje – na poziomie europejskim, z dobrymi cenami, deweloperzy automatycznie się tym zainteresują, bo zauważą, że dzięki większym nakładom na projekt, a także dłuższym procesem projektowym – ciekawy pomysł przyniesie im wymierne korzyści finansowe.

To samo zrobił śp. Stefan Kuryłowicz. Pokazał, że można budować biurowce na wyższym poziomie. Nagle się okazało, że kiedy się zrobi coś fajnego – jest ten efekt WOW i przekłada się to na biznes.

Zawsze można zrobić coś nowego. To samo może stać się z architekturą mieszkalną. Jeżeli to się przełoży na biznes – deweloperzy się przekonają. Same mówienie o fajnej architekturze w tym przypadku nikogo nie obchodzi. To jest jedyny sposób – sukces finansowy inwestycji.

KWK Promes coraz rzadziej pokazuje wizualizacje nowych projektów, a najczęściej w mediach pojawiają się dopiero zdjęcia z realizacji. Może Pan zdradzić co nowego pojawi się spod szyldu KWK Promes w najbliższych miesiącach?

Czemu nie pokazujemy wizualizacji? Nasza strona pokazuje często gotowe pomysły na projekt.

Jednym z przykładów jest Dom Polski sprzed wielu lat, archetyp polskiego domu – „wielka czapa”. Co mi chodziło po głowie? Zasada prostego modernistycznego domu – uwolnić parter i nałożyć tę „czapę”. Tego nikt nie robił. Mówiłem o tym na wykładach, pokazywałem w telewizji. Nie udało nam się go zrealizować. Natomiast pojawiło się wiele projektów innych pracowni.

Drugim takim przykładem jest jakiś biurowiec w Katowicach, mocno zainspirowany naszym Baildomb, ponieważ wizualizacje na stronie naszego dewelopera pojawiły się już latem zeszłego roku.

Architekci powinni się wzajemnie inspirować – nie ma w tym nic złego. Każdy architekt, jak już jednak coś wymyśli, to chciałby to zrealizować – jako pierwszy. Zaczęliśmy wycofywać się z wizualizacji. Może niesłusznie.

Natomiast w KWK Promes dużo się dzieje. Powstają dwa wspomniane budynki wielorodzinne. Niedługo ma ruszyć budowa biurowca pod Gliwicami. Wykonaliśmy także projekt hotelu nad morzem – w Pobierowie.

Robimy też ciekawe domy, nie tylko dla zamożnych klientów, ale również dla ludzi, którzy po prostu chcieliby zamieszkać w fajnej i wygodnej przestrzeni. Z Tomkiem Baronem zrobiliśmy projekt „Domu Optymalnego” – domu dla przeciętnej, polskiej rodziny, o prostej i skromnej formie.

Bardzo ogólnie, co Pan sądzi na temat polskich przepisów oraz współpracy z polskimi urzędami? Jest sporo różnych opinii. Są też rankingi (wiarygodne lub nie), w których Polska jest na bardzo dalekim miejscu pod kątem chociażby czasu potrzebnego na uzyskanie pozwolenia na budowę.

Powiem szczerze, mam za mało cierpliwości, jestem w gorącej wodzie kąpany i nie mogę chodzić do urzędów. Spotykam się tylko czasem z naczelnikiem – na początku prac nad koncepcją rozmawiamy o projekcie. Na szczęście inne osoby z pracowni radzą sobie dużo lepiej z urzędami niż ja. Co do przepisów, to czasami potrafią nieźle odklejać się od zdrowego rozsądku.

Podam ciekawy przykład. W Centrum Dialogu Przełomy główne wejście dostępne jest z placu. Kiedy uzgadnialiśmy projekt ze strażakami i architektami sprawdzającymi, padła sugestia, aby ewakuacja odbywała się w innych miejscach, poza głównym wejściem. Brama miała się zamykać, aby dym nie wydobywał się do przestrzeni parteru. Wszystko było zgodnie z prawem, ale moim zdaniem to był katastrofalny pomysł. Logicznie myśląc, ludzie w sytuacji zagrożenia uciekają tą samą drogą, którą przyszli. To jest naturalne. Co by się zdarzyło? W momencie pożaru, uciekające osoby dostałyby się do głównej bramy i nie byłyby w stanie się wydostać. Udusiłyby się i zginęły. Ale zginęłyby zgodnie z przepisami. Prawie rok walczyłem o to, aby to zmienić. Wkurza mnie to.

Bardzo dużo jest papierologii, która jest totalnie odklejona od rzeczywistości. Urzędnik nie rusza się z własnego biurka, pilnuje każdej kreski w projekcie. Brakuje przełożenia teorii na praktykę – prostych przepisów oraz kontrolowania zarówno na etapie budowy, jak również odbiorów, tego co faktycznie powstaje.

W Niemczech, przy jednym z naszych projektów, urzędnicy z makietą spacerowali po mieście, szukając odniesień do lokalnej zabudowy. Coś niesamowitego. Tego bym sobie życzył – zdrowego rozsądku w oparciu, o który prawo jest budowane, a potem egzekwowane. To jest bardzo proste.

Czy architekci powinni w takim razie iść do polityki?

Tak. To jest jedyne rozwiązanie. Mądrzy architekci.

Nasza izba nie powinna pobierać tylko składek, ale również mocno reprezentować architektów w świecie polityki. To jest także zadanie dla wszystkich – od najmłodszych architektów, po członków izby – tłumaczenie i budowanie świadomości w społeczeństwie, w mediach, w polityce. To jest proces na wiele lat.

To nie jest tylko bronienie interesów naszej grupy zawodowej. Tu chodzi o interes społeczny.

Nie wierzę natomiast w to, że środowisko może być tak zwarte. W Niemczech są sztywne stawki za prace projektowe, nikt się nie może wyłamać.

Co Pan sądzi na temat obecnego programu oraz systemu nauczania na wydziałach architektury polskich uczelni? Są jakieś zmiany, które wprowadził by Pan w szkołach już dzisiaj?

Na pewno. Mogę odpowiedzieć na przykładzie własnego wydziału, który bardzo cenię i na którym wiele się nauczyłem. Była to jednak bardziej kwestia ludzi, na których trafiłem, niż samego programu. Nauczanie musi się opierać na dobrych ludziach, dobrych architektach. Ja na takich trafiłem.

Uważam jednak, że młody student architektury na pierwszym roku powinien uczyć się nie tylko historii architektury w oparciu o starożytne budowle, ale powinien również od samego początku poznawać architekturę współczesną. Student od razu powinien wejść w to, co nas otacza i to zrozumieć. Chodzi również o to, aby analizować te budynki strukturalnie, a nie uczyć samych nazw czy ich lokalizacji. Młodych studentów trzeba uczyć, iż każdy budynek ma w sobie jakąś logikę. Żałuję, że sam nie miałem takich wykładów. Powinno być także dużo więcej samego projektowania. Poważnych projektów jest za mało.

Jeszcze jedna rzecz. Połączyłbym projekt architektoniczny ze wszystkimi projektami inżynierskimi. Jeżeli robimy dom lub jakiś większy budynek, to „bawmy się” również konstrukcją, instalacjami – od początku do końca. Uczmy projektować kompleksowo, podobnie jak działają prawdziwe biura. Nie  trzeba uczyć studentów skomplikowanej teorii i rysowania szczegółów. Można natomiast uczyć studentów ogólnej orientacji w tematach branżowych i ich koordynacji. Łączyłbym teorię z praktyką.

Natomiast na pewno fajną i przydatną rzeczą są praktyki w biurach.

Śledzi Pan na bieżąco media branżowe? Czy są jeszcze pracownie zagraniczne lub polskie, które Pana wciąż zaskakują i inspirują?

Faktem jest, że śledzę coraz mniej. W pewnym sensie wyręczają mnie w tym moi współpracownicy w biurze, którzy informują o wyjątkowych projektach.

Kiedy byłem młody, było mi to niezbędne aby znaleźć swoją drogę. W tym momencie, na tyle wydeptaliśmy własne ścieżki, że trwa ewolucja pomysłów. Nasze idee są rozwijane. Podążamy w jednym kierunku. To się też bierze z umiarkowanej pewności siebie, która jest niezbędna, aby tworzyć nowe rzeczy.

A jeśli chodzi o pracownie i inspiracje ze świata – to na pewno SANAA. Nie czekam na ich najnowsze prace i nie śledzę ich pracy, ale przy każdym nowym projekcie – zawsze szacunek i czapka z głów – robią swoje niezależnie od panujących trendów. Lubię tez wspomniane MVRDV oraz Rema Koolhaasa i OMA. Jest też oczywiście wiele innych ciekawych pracowni. Można by wymieniać bardzo długo.

Mówiliśmy o technologiach i architekturze współczesnej. Kilka tygodni temu zmarła Zaha Hadid – wybitna architekt, pierwsza kobieta, która zdobyła Nagrodę Pritzkera, czołowa przedstawicielka dekonstruktywizmu i na pewno prekursorka wielu trendów we współczesnej architekturze. Jej architektura wywoływała jednak również wiele kontrowersji i dyskusji na temat kosztów realizacji obiektów, opłacalności. Także jeden z jej ostatnich projektów – stadion w Japonii wywołał wiele kontrowersji. Czym dla Pana była twórczość Zahy Hadid?

Prawdopodobnie zdobyła wszystko, co można zdobyć w architekturze.

Perspektywa oglądania dzisiejszej architektury kierowana jest na prospołeczną rolę architektury. W to się wpisuje ekologia, racjonalność, koszty realizacji itd. Sprzyja temu również kryzys gospodarczy. To jest oczywiste i należy o tym myśleć. Architektura ma też leczyć bieżące problemy świata.

Z drugiej strony – jeśli spojrzymy szerzej – w architekturze zawsze były różne okresy. Nawet patrząc na starożytną architekturę Egiptu. Piramidy fascynują do dziś, przy okazji napędzając biznes. Są genialne.

To spojrzenie należy wyważyć. Moim zdaniem Zaha Hadid robiła coś fascynującego.

Pamiętam, kiedy pracując w biurze Tomka Studniarka oraz Gosi Pilinkiewicz (archistudio studniarek + pilinkiewicz – przyp. red.), gdzie się bardzo dużo nauczyłem, Tomek pokazał mi pierwszy zrealizowany projekt Zahy Hadid – Budynek Straży Pożarnej Fabryki Vitra – to był czad! To były jej początki.

Cała droga, którą przebyła, wszystkie pomysły, które dojrzewały. Doszła do perfekcji w tym, co robiła. Jej architektura znalazła wielu naśladowców. Spowodowała, że w najlepszych uczelniach na świecie zaczęto uczyć takiego projektowania. To jest niewiarygodne.

Budynki Zahy Hadid to przestrzenne dzieła sztuki.

Takie rzeczy należy oceniać z perspektywy czasu. Ja jestem przekonany, że zostaną ocenione pozytywnie. Zaha miała nie tylko talent, ale również wiele mocy w sobie, żeby realizować pomysły, które nosiła w sercu. Zaha była artystką. Należy mieć na tyle szerokie spojrzenie, aby móc ocenić właściwie rzeczy, które wymykają się pewnym schematom. Nie trzeba kochać takiej architektury, żeby móc ocenić, że jest doskonała.

Ostatni rok to również Nagroda Pritzkera dla Alejandro Araveny z grupy Elemental – zupełnie inny kierunek, zupełnie inne problemy rozwiązywane w projektach. Co Pan sądzi o architekturze Araveny oraz grupy Elemental? Czy jest to zmiana w myśleniu o architekturze?

Mieliśmy mieszane uczucia w biurze. Kiedy ja się dowiedziałem o Nagrodzie Pritzkera dla Alejandro – ucieszyłem się.

Fajne jest to, że tak różne osoby, zajmujące się różnymi problemami, mogą otrzymać to największe wyróżnienie architektoniczne. Przy wciąż ciekawej architekturze, problem społeczny jest tak wysoko postawiony w jego pracach. Jest to również znak naszych czasów. Trzeba się tym zajmować. Alejandro Aravena robi to doskonale. Z jednej strony jest to fascynujące, z drugiej strony każdemu z nas gra w duszy co innego.

Czas pokaże, jak w historii architektury zapisze się Zaha Hadid oraz Alejandro Aravena.

Ja natomiast, przy okazji tej nagrody, zastanawiałem się na tym – co ja sam robię i czym się zajmuję? Co mi życie dało? To nie jest tak, że wybieramy sobie sami ścieżkę, pewne rzeczy do nas same trafiają, czasem również przypadek nakierowuje nas w którąś ze stron. Możemy tym kierować, ale nie do końca.

Spojrzałem również na moje projekty w kontekście prac Araveny. Pierwszym skojarzeniem był dyplom Hugona Kowalskiego*. Był to projekt skupiający się bardzo mocno na problemach społecznych, na ludziach wykluczonych. Projekt był przerysowany, ale zwracał uwagę na problem. To był chyba mój jedyny styk z tego typu prospołecznym tematem.

Wykonaliśmy jednak w pracowni kilka projektów dla niezamożnych ludzi, jak chociażby wspomniany wcześniej Dom Optymalny, który zrobiony został za darmo.

Kiedyś opracowałem również projekt dla starszych pań – emerytek. Dwie przyjaciółki postanowiły spędzić starość razem i wybudować dla siebie „dom spokojnej starości”. Zupełnie jak w filmie: starsze panie kupiły działkę nad jeziorem i pojawiły się w biurze bez realnych funduszy na zrealizowanie inwestycji.

Zrobiliśmy projekt. Dom miał być łatwy w realizacji, tani, a także wygodny dla obu pań. To też mnie cieszyło. Nie była to może architektura ciekawa, ale takie rzeczy cieszą. Natomiast w kontekście Alejandro Araveny ciężko się czymś pochwalić. To był  w pewnym sensie cel w jego życiu, od początku jego drogi. Ja do końca jeszcze nie wiem, co jest moim celem.

*projekt dyplomowy „Porozmawiajmy o śmieciach” poruszający tematykę slumsów w Bombaju opracowany przez Hugona Kowalskiego pod kierunkiem Roberta Koniecznego, zdobył nagrodę Archiprix International / Hunter Douglas Awards 2013 – prestiżowe wyróżnienie przyznawane dla najlepszych projektów dyplomowych na świecie.

Osiągnął Pan już sukces, nie tylko w Polsce, ale również zagranicą. Niedawno otwarto budynek Centrum Dialogu Przełomy w Szczecinie realizowany na podstawie projektu Pana pracowni. Jest jakiś typ obiektu, jaki szczególnie chciałby Pan jeszcze zaprojektować? Być może jest to coś innego. Jakie jest Pana „architektoniczne marzenie” ?

Chciałbym zrobić jeszcze wiele rzeczy. Wciąż przychodzi mi wiele pomysłów do głowy. Projektowanie samo w sobie jest fascynujące.

Nie chodzi też o wielkość czy skalę obiektu, ale o to, jak się go zaprojektuje. Tak jak Herzog & de Meuron i ich projekt Stacji Sygnalizacyjnej czy Peter Zumthor i jego termy w Vals, którzy na początku swojej kariery zawodowej, zrobili coś zupełnie nowego. Te obiekty obiegły cały świat.

Mam świadomość tego, w jakim kraju żyję, mam świadomość tego, ile dane będzie mi zrobić.

Z pokorą przyjmuję to, co mogę robić i cieszę się tym. A jak przy okazji pojawi się coś więcej – to super. Marzę sobie po cichu…

W takim razie kontynuując temat marzeń, jakiej rady udzieliłby Pan młodym architektom, marzącym o otwarciu własnej pracowni?

Jak najwięcej nauczyć się, zanim się tę pracownię założy. Można słuchać ciekawych wykładów, można wyjechać za granicę, można się kształcić i edukować na wysokim poziomie. To jest podstawa – zdobyć wiedzę, doświadczenie, praktykować w dobrych biurach i nauczyć się architektonicznego myślenia. Ale nie przez kilka miesięcy, tylko przez kilka lat. Potem trzeba szukać już własnej szansy. W konkursach architektonicznych, we własnych zleceniach.

Bardzo namawiałbym również młodych architektów do zapisywania się do SARPu. Młodzi muszą zacząć zmieniać układ sił. Młodym wiąże się często ręce i odbiera szanse. Jest wiele chorych przepisów, jak np. obecna forma konkursów. To jest złe. Każdy konkurs powinien służyć temu, aby wybrać najlepsze rozwiązanie. Nie można zabraniać udziału w konkursie pod pretekstem braku doświadczenia. Młode biuro może znaleźć specjalistów i dobrać do zespołu albo nawiązać współpracę z bardziej doświadczoną pracownią. To się nie zmieni,  dopóki młodzi nie będą zapisywać się do SARPu.

Luźniejsze pytanie na koniec. Co robi Robert Konieczny w wolnym czasie? Co ciekawego poleciłby Pan naszym czytelnikom?

Powiem szczerze – ostatnie lata to moja Arka i Centrum Dialogu Przełomy. Projekty tak mnie wyjęły z rzeczywistości, że żyłem obok rodzinny i obok znajomych. Obok normalnego życia.

Jestem bardzo odklejony od rzeczywistości. Kiedyś bardzo lubiłem chodzić do kina, dalej lubię, ale nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem. Chociaż chciałem się z żoną bardzo wybrać. Kiedy się poznawaliśmy, lubiliśmy razem oglądać filmy czy seriale. No więc żona ogląda, ja nie… Kiedyś dużo czytałem, dziś mniej…

Projekty i problemy z nimi związane mnie pochłonęły. Ale to są przyjemne rzeczy, ja to bardzo lubię robić.

Lubię książki, bo to świetna odskocznia i daje oderwanie od architektury. Lubię też jeździć na nartach. Zawsze miałem duszę sportowca. Na narty uda mi się czasem wyrwać. Oczywiście jak jadę wyciągiem na szczyt, to znowu zaczynam myśleć o architekturze… [śmiech]

Podejrzewam, że większość osób, które uprawiają architekturę – jest tą architekturą osaczonych i opętanych do końca życia. To jest taki zawód. Jak człowieka pochłonie, architektura staje się pasją i przekleństwem do ostatnich dni.

Dziękujemy za wywiad!


Polecamy: KWK Promes to pracownia architektoniczna z Katowic założona przez Roberta Koniecznego, jednego z najbardziej znanych polskich współczesnych architektów na świecie. Zdobywca i laureat wielu międzynarodowych prestiżowych nagród i plebiscytów architektonicznych, wyróżniany przez magazyny WallPaper, Scalae, zaliczany do najzdolniejszych architektów Europy, nominowany do nagrody Miesa van der Rohe.

 

Dom Autorodzinny. Projekt: Robert Konieczny - KWK Promes

Zobacz: Wybrane projekty Roberta Koniecznego oraz zespołu KWK Promes

 


 

Komentarze na temat “Szczery wywiad z Robertem Koniecznym”

  1. Bartosz napisał(a):

    Jaka wyglądała reakcje w biurze?
    ktoś sczytał ten tekst?

    1. TM napisał(a):

      Trochę osób na pewno czytało. A czemu pytasz?

Dodaj komentarz

Na portalu Archinea prezentujemy projekty nowoczesnych domów, inspirujące wnętrz oraz najciekawsze projetkty polskich architektów.