Nowoczesny, minimalistyczny, ale urządzony ze stylową elegancją i wyczuciem smaku. Taki apartament dla dwuosobowej rodziny zaprojektowała w centrum Warszawy architektka Ewa Dyda-Nowakowska. Stumetrową przestrzeń pełną przydymionych luster i efektownego kamienia ocieplają forniry w apetycznych brązach, a przytulności dodają jasne tkaniny o naturalnych splotach.
Apartament z widokiem na Port
Projekt: Pracownia architektury wnętrz Ewa Dyda-Nowakowska
Fotografie: Dariusz Jarząbek
Stylizacja: Eliza Mrozińska



Apartament z widokiem na Port
Port Praski to prawdziwa perełka na mapie prawobrzeżnej Warszawy – historyczny teren bezpośrednio sąsiadujący ze Starą Pragą i bulwarami wiślanymi. Stąd w zasadzie wszędzie jest blisko. Ci, którzy szukają klimatycznych miejsc spacerowych w kilka minut dotrą na Starówkę, żądni rozrywki lub emocji sportowych na Stadion Narodowy. Pobliskie stacje metra ułatwiają komunikację z każdym zakątkiem stolicy. A jeśli chcesz zapomnieć, że mieszkasz w centrum metropolii wystarczy przejść się nad rzekę – Port Praski to jeden z najcenniejszych przyrodniczych terenów w mieście i prawdziwa oaza zieleni. Nic dziwnego, że tak piękny i fantastycznie skomunikowany obszar stał się nie lada gratką dla deweloperów. W jednej z nowo wybudowanych inwestycji znalazło dla siebie upragnione miejsce małżeństwo w średnim wieku. Dorastającym dzieciom zostawili poprzednie mieszkanie, a sami postanowili „zacząć od zera”.
Ponad stumetrowa przestrzeń z widokiem na rzekę kusiła atrakcyjnym usytuowaniem, a perspektywa urządzenia jej po swojemu przyprawiała o wypieki na twarzach. Z wyborem architekta wnętrz nie mieli problemu. Z Ewą Dydą-Nowakowska pracowali już dwukrotnie, postanowili więc po raz kolejny oddać nową własność w zaufane ręce.
– Poprowadzę Cię przez trudną drogę procesu inwestycji od projektu po realizację, ponieważ nie ma dla mnie lepszej motywacji niż kolejny otwarty lokal, kolejne przeprowadzone biuro czy szczęśliwa rodzina w nowym domu – tak zachęca architektka klientów na swojej stronie.
Inwestorzy zabrali z poprzedniego mieszkania stylowe krzesła, duże gabinetowe biurko i komodę w stylu art deco. Młodzi niekoniecznie docenią wartość mebli z historią, a dla nich to rodzinne pamiątki, za którymi stoją wspomnienia. Chcieli, aby architektka pomogła im umiejętnie wkomponować je w nowoczesną przestrzeń (finalnie znalazły miejsce w gabinecie). Zanim jednak do tego doszło trzeba było wprowadzić drobne korekty do układu funkcjonalnego. A ten okazał się trochę kłopotliwy.

Okna reprezentacyjnych pomieszczeń wychodziły na… dziedziniec, za to z sypialni rozciągał się imponujący widok na miasto i rzekę. O drastycznych zmianach, które wiązałyby się z generalnym remontem nie było mowy. Architektka zaproponowała, żeby sypialnię połączyć z łazienką, tak by efektowne widoki można było podziwiać z łóżka i z…wanny. Przestrzeń za wezgłowiem w całości zabudowała meblową ścianą projektując za nią łazienkę ze strefą prysznicową, wannę natomiast ustawiła między łóżkiem a oknem czyniąc z niej przy okazji atrakcyjny element wystroju. Teraz zażywając kąpieli można zerkać na zmieniające się wraz z porami roku kadry oraz na pobliski port.
Lifting nie ominął też części wspólnej. Zniknęły zbędne podziały. Na pierwszy ogień poszła ściana dzielącą salon i kuchnię wpuszczając do i tak sporej przestrzeni więcej światła i powietrza. Żeby optycznie jeszcze bardziej ją „wyciągnąć” architektka zaproponowała na końcu salonu ogromne lustro z dymionego szkła. Delikatnie przyciemniane tafle odbijają dyskretniej niż te tradycyjne, i ładnie komponują się zarówno ze starymi meblami z ciemnego drewna jak i z jasnymi nowoczesnymi siedziskami. Mają jeszcze jedną zaletę – kamuflują telewizor, który udało się idealnie zlicować ze szkleniem.
Do stylowych mebli gospodarzy Ewa Dyda-Nowakowska dopasowała kolorystykę – stonowaną, naturalną, sprzyjająca wypoczynkowi a nie modnym efektom. Ciemnobrązowa zabudowa meblowa przewija się przez całe wnętrze, ale nie dominuje. Fornirowane szafy celowo nie mają uchwytów, żeby zminimalizować detale, które wprowadzałyby wizualny chaos. Wysokie, sięgające do sufitu fronty w salonie otwierają się przez naciśnięcie odsłaniając głęboką przestrzeń do przechowywania. Podobne szafy architektka zaprojektowała w kuchni, chowając za meblową zabudową nie tylko kuchenny bałagan, ale w zasadzie… całą kuchnię. I tak strefa robocza znika za zamkniętymi drzwiami a o kuchennym przeznaczeniu tego miejsca świadczy imponująca wyspa z pięknie użylonego kwarcytu. Tym samym kamieniem obłożono ściany w łazience oraz robione na zamówienie meble (np. nogę stołu w jadalni). Wielkie slaby zostały zamówione w hurtowni kamienia Furmanek i precyzyjnie ułożone przez firmę kamieniarską Polerstone.
Właściciele nie obawiali się chłodu bo architektka wspaniale skontrastowała kamień i lustra z miękkimi tkaninami. Wnętrze ocieplają strukturalne narzuty, pledy i poduchy, a zasłony uszyte na zamówienie w firmie Fagotex, ładnie nawiązują do wełnianej tapicerki mebli absynth, która zaprojektowała i wykonała sofy, pufy, szezlongi i łóżka do tego wnętrza. Przytulności w salonie i sypialniach dodają fornirowane deski na podłodze od firmy TerHuerne.
W mieszkaniu, gdzie połyskują lustrzane tafle nie mogło zabraknąć odpowiedniego oświetlenia. Ewa Dyda-Nowakowska zaprojektowała je w bardzo przemyślany sposób. Wnętrze rozjaśniają po zmroku spoty oraz lampy tubowe i listwowe polskiej marki Noworvorsky, a klimat tworzą te designerskie. W sypialniach (prywatnej i gościnnej) oraz nad wyspą kuchenną efekt robią abażury hiszpańskiej marki LZF z zaplatanych wstęg giętych z drewna balsowego. Dają mięciutkie, nastrojowe światło, które pięknie odbija się w przydymionych lustrach i polerowanym kamieniu. A że u Ewy Dydy-Nowakowskiej najmniejszy detal ma znaczenie, światłem można sterować przy pomocy eleganckiego osprzętu włoskiej firmy Fontini.
Ten apartament robi wrażenie. Architektka z wyczuciem zagrała tu kontrastami łącząc chłód szkła i kamienia z ciepłem tkanin i drewna, zestawiając historyczne meble z nowoczesnym designem.

















